Abp Jędraszewski: Pan Bóg jest mistrzem, nauczycielem i przewodnikiem po drogach naszego życia.

Abp Marek Jędraszewski w krakowskim kościele Sióstr Felicjanek. Fot.: Joanna Adamik|Archidiecezja Krakowska Abp Marek Jędraszewski w krakowskim kościele Sióstr Felicjanek. Fot.: Joanna Adamik|Archidiecezja Krakowska We wtorek 10 października abp Marek Jędraszewski przewodniczył Mszy św. w kościele Sióstr Felicjanek w święto bł. Matki Angeli Truszkowskiej, założycielki zgromadzenia.

W wygłoszonej homilii metropolita krakowski zwrócił uwagę na etapy duchowej drogi człowieka, które wyłaniają się z fragmentu proroctwa Izajasza. Pierwszym z nich jest wewnętrzne wyzwolenie człowieka, drugim - pomoc, którą okazuje się potrzebującemu, a trzecim - światło, które z człowieka wolnego i okazującego pomoc innym, rozchodzi się na cały świat. 

- Ta światłość staje się odblaskiem tej Najwyższej Światłości, którą jest sam Pan Bóg, bo On ostatecznie jest mistrzem, nauczycielem i przewodnikiem po drogach naszego życia - wyjaśnił.

Zauważył też, że właśnie te etapy odnaleźć można w życiu Zofii Kamili Truszkowskiej, która dojrzewając w swojej chrześcijańskiej świadomości, musiała przejść przez okres pewnej próby, kończącej się duchowym wyzwoleniem. - W jej przypadku było to jarzmo bardzo subtelne, ale związane z tym jak ona wyobrażała sobie własną drogę życiową - mówił arcybiskup.

Wyjaśnił, że mając zaledwie 16 lat dziewczyna poważnie zachorowała i szukano dla niej ratunku w Szwajcarii. - Tam upajała się cudownymi widokami. Znajdowała zatem czas na refleksję i modlitwę, ale także właśnie wtedy, prowadząc życie owej Marii z dzisiejszej Ewangelii, wsłuchującej się w głos Najwyższego, myślała, że jej droga to droga życia kontemplacyjnego - opowiadał.

Zauważył, że taki pomysł na życie nie znalazł zrozumienia wśród jej najbliższych. Podczas pobytu w Kolonii zrozumiała natomiast, że jej droga do nieba nie powinna wyglądać tak, jak ona sobie zaplanowała, rozważając wstąpienie do zakonu sióstr wizytek. - Doszło zatem do wewnętrznego wyzwolenia się z własnych pragnień i otwarcia na wolę Bożą, odkrywaną na modlitwie - zaznaczył metropolita.

Ty masz zwyciężać! Opowieść o abp. Marku Jędraszewskim

Ty masz zwyciężać! Opowieść o abp. Marku Jędraszewskim

Adam Bujak, Jolanta Sosnowska

Tuż przed obroną pracy doktorskiej przez ks. Marka Jędraszewskiego, 20 grudnia 1979 r., Papieskie Kolegium Polskie w Rzymie odwiedził Ojciec Święty Jan Paweł II. Podszedł wtedy do młodego kapłana z Poznania, którego już wcześniej poznał i polubił, i zapytał: „No, co tam, Marek? Jak tam z tym twoim Levinasem?” – ten bowiem litewski myśliciel był przedmiotem badań przyszłego profesora i arcybiskupa metropolity.

 

Przypomniał również, że w 1854 r. przy Kościele św. Wincentego a Paulo powstało Stowarzyszenie Panien Miłosierdzia, którego Zofia Kamila Truszkowska była jedną z najbardziej czynnych członkiń. Zdaniem arcybiskupa, jej postępowanie przekraczało ramy działalności stowarzyszenia, kiedy w Warszawie stworzyła pierwsze schronisko dla bezdomnych sierot i staruszek. - Im chce nieść pomoc, ale naraz widzi, że potrzebujących osób jest dużo więcej. Potrzeby są wielkie, a zatem trzeba rozszerzać swoją działalność i iść za tym, do czego wzywa Bóg - opowiadał.

Tak powstawały kolejne miejsca służące ubogim. - Powoli ta działalność staje się światłością dla niej, ale także dla innych osób, które widzą w tym dla siebie szczególny głos powołania - zauważył abp Jędraszewski. 

Tłumaczył też, że - za radą bł. Honorata Koźmińskiego - M. A. Truszkowska założyła nowe zgromadzenie - felicjanki. Jak zauważył, nazwa nawiązuje do ich modlitwy przy ołtarzu św. Feliksa w kościele kapucynów w Krakowie. - Ale przecież ta nazwa nie wzięła się tylko od św. Feliksa. One same stają się felicjankami, czyli szczęśliwymi dzięki temu, że służą innym - podkreślał.

Jak dodał, siostry nieustannie szukały nowych pól działalności, które w 1863 roku zostały nagle dotknięte powstaniem styczniowym. To sprawiło, że siostry zaczęły służyć swoją opieką również powstańcom. - To wielkie i wspaniałe dzieło także na rzecz ojczyzny kosztowało wiele, bo władze carskie, zdusiwszy powstanie styczniowe, zaczęły likwidować wszystkie te ośrodki, które w tych niełatwych latach dawały wsparcie powstańcom - tłumaczył. 

Jak przypomniał, zlikwidowano wtedy wszystkie takie ośrodki w całym zaborze, jednak dom felicjanek w Krakowie ocalał. To miejsce stało się centrum ich działalności i służby ubogim. Zauważył też, że osoby potrzebujące są przejmującym, a niekiedy niełatwym znakiem obecności Chrystusa, który zbawia ludzi poprzez swój krzyż.

- Tak Bóg chciał, wysyłając swego Syna na świat. Tak chciał powołując Matkę Angelę i jej zgromadzenie, by służyć przez wierność wypływającej z krzyża miłości i w tej miłości znajdować wewnętrzną radość serca - podkreślał.

Dodał, że działalność felicjanek jest z jednej strony znakiem sprzeciwu dla tego świata, który zachęca, by myśleć tylko o sobie, niekiedy nawet kosztem życia drugiego człowieka. Z drugiej jednak strony jest to wyzwanie, które niesie światu nadzieję, że miłość ostatecznie zwycięży i stanie się najpiękniejszym słowem, jakie człowiek może wypowiedzieć wobec Boga i drugiego człowieka.

 

Źródło: Paulina Smoroń | Archidiecezja Krakowska | AS

Komentarze (0)

  • Podpis:
    E-mail:
  • Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników serwisu. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za ich treść. Wpisy są moderowane przed dodaniem.

Zamknij X W ramach naszego serwisu stosujemy pliki cookies. Korzystanie ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym.