Ks. prof. Waldemar Cisło: Imigranci będą nas kosztować ponad 400 MILIARDÓW złotych.

Niekiedy imigranci niezadowoleni z warunków, w jakich przebywają w tymczasowych obozach, okazują zniecierpliwienie, wywołując zamieszki i demonstracje. Fot. archiwum Białego Kruka Niekiedy imigranci niezadowoleni z warunków, w jakich przebywają w tymczasowych obozach, okazują zniecierpliwienie, wywołując zamieszki i demonstracje. Fot. archiwum Białego Kruka

 

Wszystkie te tragiczne sprawy, o których mówiliśmy – wzrost islamskiego radykalizmu, rozwój terroryzmu,wojny na Bliskim Wschodzie, prześladowania chrześcijan przez radykalnych muzułmanów – mają swoje podłoże w szerszym zjawisku, jakim jest nasilający się od jakiegoś czasu konflikt islamu z cywilizacją Zachodu.

Jak mówił mi pewien uczestnik odbywającej się w Brukseli konferencji zatytułowanej „Relacja nauka – biznes”:

jeden z obecnych na niej profesorów z Uniwersytetu Jagiellońskiego zapytał muzułmańskiego imama, który miał

tam referat, czy dojdzie do konfrontacji między chrześcijaństwem a islamem. W odpowiedzi profesor usłyszał

pytanie: „Czy jest pan gotowy umrzeć za wiarę?”. Odparł, że nie. Na to imam: „No to ma pan problem”…

Przykład ten pokazuje podejście muzułmanów do wiary i ofiar, jakie można, a nawet należy dla niej złożyć.

Pokazuje też ich podejście do nas, ludzi Zachodu, ludzi chrześcijaństwa. W ich przekonaniu Europa jest

pozbawionym wartości, pozbawionym elementu religijnego, zmaterializowanym i zepsutym do szpiku

kości miejscem na świecie, które trzeba wypełnić wartościami islamu. Niektórzy mówią, że granica między

cywilizacją europejską a islamem będzie przebiegać kiedyś na Odrze i Nysie. Był u nas ksiądz Dinkha z Iraku i w

jednej z parafii w Lublinie mówił: „Ja wyjeżdżam, ale ja się o was boję, bo niedługo w Europie pierwszym krajem,

który będzie miał prezydenta muzułmanina, będzie Francja”. Takie stwierdzenie może dzisiaj szokować, ale

pamiętajmy, że demokracja to jest 50 proc. plus 1. Mamy już przykłady w Szwecji czy we Francji, że muzułmanie

w niektórych miasteczkach stanowią większość i są tam w stanie wybierać swoich burmistrzów i swoje władze.

Mamy też przykład ze wspomnianej Szwecji: w miasteczku, w którym rządzą muzułmanie, wydano wszystkie

gminne pieniądze na świętowanie ramadanu i zabrakło pieniędzy na drzewka na Boże Narodzenie… To nie jest

może dyskryminacja, ale po prostu prognoza, jak w przyszłości może wyglądać Europa. Spójrzmy na Francję, w

której po zamachach terrorystycznych w Paryżu i Nicei od kilku miesięcy obowiązuje stan wyjątkowy, w której

nieustannie istnieje zagrożenie kolejnym zamachem, w której ludzie się po prostu boją. Tak może być niedługo w

całej Europie. Pojawia się pytanie: co myśmy zrobili? Czy będziemy chcieli z tego wyciągnąć wnioski, czy

pozostawimy tę sytuację samej sobie? Jeśli pozostawimy samej sobie, to bardzo szybko może się okazać, że będzie

to wyglądało właśnie tak jak mówił wspomniany imam. Ale rozwój sytuacji zależy od każdego z nas.

Czy będziemy ludźmi wierzącymi, świadomymi, odpowiedzialnymi chrześcijanami, czy też będziemy byle jakimi

chrześcijanami, którzy, jak mówił papież Benedykt XVI, wyznają chrześcijaństwo kanapowe i dopóki się da,

będziemy na tych kanapach wygodnie leżeć. Ale gdy skończy się taka możliwość, to będziemy płakać, że staliśmy

się prześladowaną mniejszością.

Dyktatura gender

Dyktatura gender

Adam Bujak, ks. Dariusz Oko, Benedykt XVI, ks. Waldemar Chrostowski, Krzysztof Feusette

Z obrony skrajnej mniejszości zrodził się atak na olbrzymią większość. Z tolerancji dla odmienności - gloryfikacja dewiacji i wszelkich zaburzeń. Z badań nad wpływem kultury na zachowania człowieka - koncepcja inżynierii biologicznej. Z nowoczesnego wychowania - seksualizacja dzieci i to już od przedszkola. Ze swobody światopoglądowej - obowiązkowa ateizacja. Kompletna swawola przedstawiana jest jako prawdziwa wolność. Tak oto na naszych oczach rodzi się dyktatura ideologii gender.

 

Skąd w państwach Europy Zachodniej wzięły się tak liczne społeczności muzułmańskie?

Europa już od dawna zmaga się z problemem niedoborów na rynku pracy. Ze względu na starzenie się

społeczeństw nie miał kto pracować. Niektóre państwa zachodnie postanowiły więc poradzić sobie z tym w ten

sposób, że ściągały do siebie imigrantów zarobkowych z krajów muzułmańskich i zatrudniały ich

w tych branżach, w których był deficyt rąk do pracy. W przypadku Francji nie bez znaczenia było również

obciążenie kolonialne i poczucie winy po wojnie w Algierii. Pamiętając o średniej urodzin przypadającej na

Francuzkę i islamską emigrantkę, łatwo zrozumieć, dlaczego ta początkowo mała grupa zaczęła

szybko rosnąć. Dodatkowym bodźcem do zwiększania się tej populacji była możliwość łączenia rodzin.

Przedsiębiorcy z wdzięcznością przyjmowali tanią siłę roboczą dającą możliwość pomnażania zysków.

Pomysł był dobry, tylko potem okazało się, że nie do końca. Muzułmańscy imigranci z Turcji, Maroka, Algierii czy

islamskich krajów Afryki Środkowej nie integrowali się, nie uczyli języka, nie poznawali miejscowej kultury. Nigdy

też nie powodziło się im ekonomicznie aż tak dobrze jak rdzennym mieszkańcom danego kraju. Stąd rosnąca

frustracja, stąd te liczne, zamknięte, ksenofobiczne społeczności muzułmańskie we Francji (dzisiaj we Francji żyje

około 6 milionów wyznawców islamu), w Niemczech, Belgii czy Wielkiej Brytanii. I stąd ich nienawiść do kultury

krajów, w których mieszkają (ci młodsi nawet od urodzenia) i szerzej do całej kultury zachodniej.

 

Wydawało się, że sposobem na włączenie przybyszów do miejscowego społeczeństwa będzie ich asymilacja.

Z europejskiego punktu widzenia ten model wydawał się najbardziej korzystny. Emigrant uczy się języka i kultury

kraju, który go przyjmuje, ale jednocześnie w jakimś stopniu wyzbywa się własnej kultury i tożsamości. Niestety,

jest to model nie do przyjęcia z punktu widzenia wyznawców islamu. Zakłada bowiem całkowitą identyfikację

przybysza z państwem do którego przybył. Tylko jak można oczekiwać od muzułmanów identyfikowania się z

państwem, które posiada prawo w wielu wypadkach sprzeczne z Koranem? Podobna sytuacja miała miejsce w

Niemczech w latach 1980. i 1990., gdzie próbowano dokonywać integracji Niemców sprowadzonych z ZSRR. I o ile

pierwsze pokolenie z wdzięcznością przyjmowało dobrobyt ofiarowany przez państwo, to już ich

dzieci buntowały się przeciw tzw. szklanemu sufitowi, polegającemu na braku możliwości awansu zawodowego,

takiego jaki mieli ich niemieccy rówieśnicy. Takie właśnie problemy przeżywa dzisiaj drugie czy trzecie pokolenie

emigrantów islamskich.

 

Innym podejściem wobec muzułmańskich przybyszów była polityka wielokulturowości, zwana w Niemczech skrótowo multi-kulti. Czy ona się sprawdziła?

Model ten był chętnie stosowany w krajach Europy Zachodniej, a u podłoża tego często leżało poczucie winy za

okres kolonialny, podczas którego zniszczono wiele rdzennych kultur. Zakładał on szacunek dla kultury, religii  i

zwyczajów przybyszów i przyznawał im prawo do ich pielęgnowania. Społeczeństwo wielokulturowe miało być

bogatsze i pełniejsze niż monokulturowe. Tyle że z czasem doszło do pewnej degeneracji tego modelu. Uznano

bowiem, że w imię tolerancji musimy przyjąć jako pełnowartościowe wszystkie zwyczaje i zachowania przybyszów;

nawet te, które mocno nie zgadzają się z naszymi. W efekcie to większość zaczęła być poddawana presji. W imię

szacunku dla różnic i poszanowania praw mniejszości na Zachodzie zanikają tradycje chrześcijańskie,

jak chociażby choinka czy szopka w szkołach czy na rynkach miast. Argumentuje się, że mogłoby to urazić uczucia

muzułmanów. W ten sposób doprowadzamy do dyskryminacji większości, nie dając jednocześnie możliwości

poznania drugiej stronie naszej kultury.

Imigranci u bram. Kryzys uchodźczy i męczeństwo chrześcijan XXI w.

Imigranci u bram. Kryzys uchodźczy i męczeństwo chrześcijan XXI w.

Paweł Stachnik, ks. Waldemar Cisło

Co trzy minuty gdzieś na świecie ginie jeden chrześcijanin; nie umiera naturalną śmiercią; ginie męczeńsko za to, że nie chciał wyrzec się Pana Jezusa. Świat z tego powodu nie lamentuje, wielcy politycy nie protestują, organizacje pozarządowe tego nie zauważają. Śmierć chrześcijanina - niemal zawsze z rąk muzułmanów – nie oburza mass mediów. Co innego nieszczęścia wyznawców islamu – to powinno nas poruszać.

 

W dyskusjach często podnosi się argument, że islam jako taki nie przystaje do wartości związanych z naszym, europejskim, zachodnim kręgiem kulturowym. Przykładem choćby kwestia praw człowieka – dla nas fundamentalna, w islamie rozumiana dość specyficznie.

Oczywiście. Szariat, który bazuje na trzech nierównościach: między mężczyzną a kobietą, między wyznawcą islamu

a niewiernym oraz między wolnym a niewolnikiem, jest w wielu wypadkach nie do pogodzenia z wartościami

wyznawanymi na starym kontynencie. Biorąc pod uwagę tak prężne ruchy feministyczne w Europie, aż dziwne

wydaje się, że do tej pory ten aspekt nie został przez nie podniesiony. W dyskusji publicznej, przynajmniej u

polskich feministek, tylko chrześcijaństwo tłamsi kobietę. Trudno znaleźć teksty krytykujące inne religie.

Natomiast, gdy przyjrzymy się sytuacji w krajach wzorcowych z punktu widzenia islamu, jak np. Arabia Saudyjska,

gdzie kobieta nie może wyjść na ulicę bez męskiego opiekuna czy gdzie zachowana jest poligamia, to zauważamy

bardzo poważny problem z punktu widzenia praw kobiet. Ale to nie wszystko. Islam ma… własną wersję praw

człowieka. Świat muzułmański nie przyjął Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka, tylko ogłosił własną w Kairze w

1990 r. pod nazwą Powszechna Deklaracja Praw Człowieka w Islamie. Znalazło się w niej np. stwierdzenie, że

„wszystkie fundamentalne prawa i uniwersalne wolności stanowią część religii islamskiej”. Piękne sformułowanie,

lecz praktyka jest nieco inna. Na przykład w dziedzinie praw rodziców w stosunku do dziecka ojciec jest

najważniejszy, a prawa matki są niemal pominięte. Również wolność religijna, tak istotna dla naszej cywilizacji,

została przemilczana. Apostazja w świetle szariatu jest zbrodnią, a w artykule 10 czytamy: „islam jest religią

naturalną człowieka”. Ten punkt jest bardzo istotny, jeśli mówimy o możliwości integracji islamu z kulturą

europejską. W świetle tego stwierdzenia tylko islam jest jedyną prawdziwą religią, na którą należy nawrócić

wszystkich innych.

 

Z kolei radykalne środowiska muzułmańskie forsują projekt islamizacji świata zachodniego.

Religia Proroka ma objąć cały świat. Egipski ekspert od islamu, jezuita o. Samir Khalil Samir, wyróżnia trzy drogi

wiodące do realizacji tego projektu. Po pierwsze, odwołanie się do przemocy i działań militarnych. Znamy niemal

wszyscy relacje z działań Państwa Islamskiego. Powtarzające się akty terroru w Europie również pokazują, że ten

trend niebezpiecznie się wzmacnia. Drugi sposób to droga duchowa. Widzimy w Europie ogromny głód religijny, a

jednocześnie odrzucenie i ogromny krytycyzm wobec tradycyjnych Kościołów. Zarówno ateiści, jak i agnostycy

szukają nowej duchowości w New Age, buddyzmie, niektórzy w islamie. Stąd mistyczno-duchowy, czysty islam

może być dla niektórych atrakcyjny. Wreszcie trzecia tendencja, najbardziej widoczna w niektórych rejonach

Europy: przyrost demograficzny. Społeczności muzułmańskie w krajach zachodnich dzięki ciągle utrzymującej się

wysokiej dzietności stają się coraz liczniejsze. Kraje zachodnie starzeją się, a tamtejsi muzułmanie mają coraz

więcej dzieci. Na razie brzmi to jak fantastyka, ale kiedyś islamiści po prostu zdominują liczebnie tamtejsze

społeczeństwa. Warto przytoczyć słowa abp Adriano Bernardiniego przekazane podczas Synodu dla Europy w

1999 r. w Rzymie, a pochodzące od dostojników islamskich zaangażowanych w dialog z chrześcijaństwem.

Brzmiały one: „Dzięki waszym demokratycznym prawom napadniemy na was, dzięki waszym prawom religijnym

was podbijemy”. Arcybiskup uczulał, że petrodolary krajów arabskich

 są wykorzystywane do budowania meczetów i centrów kulturalnych w krajach chrześcijańskich, dokąd emigrują

muzułmanie, w tym także w Rzymie. „Jakże nie dostrzec w tym wszystkim jasnego programu ekspansji i

rekonkwisty islamskiej?” – pytał. Jeśli pamiętamy ponadto, że w Arabii Saudyjskiej nie ma żadnego kościoła ani

miejsca (poza terytorium ambasad), gdzie bez narażenia na więzienie można by odprawić Mszę św., a jest tam od 2

do 3 milionów katolików, głównie z Indii i Filipin, to widzimy jasno, że zasada wzajemności w relacjach islam-

chrześcijaństwo zupełnie nie funkcjonuje.

 

Fragment książki "Imigranci u bram. Kryzys uchodźczy i męczeństwo chrześcijan XXI w.", której autorem jest ks. prof. Waldemar Cisło Dyrektor Sekcji Polskiej Papieskiego Stowarzyszenia Pomoc Kościołowi w Potrzebie.

Komentarze (2)

  • Podpis:
    E-mail:
  • Piotr

    Jak Pan Bóg chce kogoś ukarać, to mu rozum odbiera. Kraje Zachodu już dawno zasłużyły na karę...

  • ?????

    Dlatego nie rozumiem dnia islamu w Kościele Katolickim

  • Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników serwisu. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za ich treść. Wpisy są moderowane przed dodaniem.

Zamknij X W ramach naszego serwisu stosujemy pliki cookies. Korzystanie ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym.