Ks. prof. Chrostowski tłumaczy: czym jest Eucharystia? Co znaczy transsubstancjacja?

Paramenty liturgiczne wykonane ponad tysiąc lat temu, znalezione w grobie opackim w Tyńcu pod Krakowem. Fot. A. Bujak Paramenty liturgiczne wykonane ponad tysiąc lat temu, znalezione w grobie opackim w Tyńcu pod Krakowem. Fot. A. Bujak Chleb i wino – z wielu produktów Śródziemnomorza, stanowiących codzienny pokarm, Jezus wybiera właśnie te dwa, bez których tamtejsi ludzie obyć się nie mogą. Chleb i wino mają stać się nie tylko znakiem Jego obecności, ale też miejscem obecności Jezusa Chrystusa. Zwróćmy jednak uwagę, że zapowiadając ustanowienie Eucharystii, Jezus wyraźnie podkreśla, iż urzeczywistni się ono dopiero po Jego Męce, Śmierci i Zmartwychwstaniu. Eucharystia zapowiedziana w synagodze w Kafarnaum jest owocem, następstwem, rezultatem Męki, Śmierci i Zmartwychwstania Jezusa Chrystusa. Jezus zapowiada w ten sposób, że jego obecność, ta historyczna, która trwała około 33 lat, znajdzie przedłużenie w tajemniczej, my nazywamy to dzisiaj – sakramentalnej – obecności w chlebie i winie, umożliwionej dzięki Męce, Śmierci i Zmartwychwstaniu, które ma się rychło dokonać. Chrystus mówił to, ucząc w synagodze w Kafarnaum. Gdy zapowiedział ustanowienie Eucharystii, „wtedy wielu z Jego uczniów” – napisał św. Jan – „już z Nim nie chodziło i od Niego odeszło”.

Sama zapowiedź Eucharystii staje się powodem zgorszenia, powodem rezygnacji i zwątpienia. Eucharystia do dzisiaj pozostaje takim miejscem zasadniczej, radykalnej próby wiary chrześcijańskiej i zawierzenia Jezusowi Chrystusowi. Do dzisiaj jedni Eucharystią się karmią, inni o tajemnicę Eucharystii się rozbijają. Jezus zwraca się wtedy do swoich uczniów, tych najbliższych, tych dwunastu, i stawia im dramatyczne pytanie. Pytanie to raz jeden zostaje postawione w całej Ewangelii: „Czy i wy chcecie odejść?”.

To Jezusowe pytanie przewija się właściwie przez wieki i – można powiedzieć – podczas sprawowania każdej Eucharystii. Gdy pojawia się w nas pokusa niedowierzania czy niedowiarstwa, brzmią te same Chrystusowe słowa: „Czy i wy chcecie odejść?”. Na różne sposoby próbowano teologicznie tłumaczyć, jak możliwa jest obecność Jezusa Chrystusa, żywego i prawdziwego, w chlebie i winie. Z rozmaitych koncepcji, które pojawiały się przez wieki, najbardziej przyjęta jest ta, która swymi najodleglejszymi początkami sięga jeszcze czasów starożytnych, filozofii Arystotelesa, ale wyrażona została słowami przez św. Tomasza. Słowo, które zaproponował św. Tomasz, jest bardzo trudne: transsubstancjacja. Podczas sprawowania Mszy św. w jej definitywnym momencie dokonuje się transsubstancjacja. Słowo jest łacińskiego pochodzenia. Spróbujmy je sobie wyjaśnić; wyjaśnienie to tysiącom, a może nawet milionom wiernych przed nami i w naszych czasach wystarczyło. Jeżeli komuś nie wystarcza, to oczywiście trzeba szukać jeszcze innego języka na opisanie Jezusowej obecności w Eucharystii.

Eucharystia

Eucharystia

Adam Bujak, ks. Waldemar Chrostowski

Wokół Najświętszego Sakramentu rozbudowana została wspaniała liturgia i obrzędowość; od Pierwszej Komunii św. poprzez barwne, rozmodlone procesje, aż po bogatą działalność sanktuariów eucharystycznych. Hostia (co po łacinie oznacza: ofiara), z pozoru zwykły, okrągły opłatek - po konsekracji staje się prawdziwym ciałem Chrystusa. Dlatego też zamieszkuje we wspaniałych świątyniach, w przepięknych tabernakulach, w relikwiarzach będących prawdziwymi dziełami sztuki.

 

Co znaczy transsubstancjacja? Opiera się ona na starożytnej koncepcji pojmowania każdego bytu jako złożonego z substancji, z tego, co istotne, oraz z przypadłości. Wiele wieków temu św. Tomasz tłumaczył, że gdy sprawowana jest Eucharystia, to substancja chleba i wina ustępuje i staje się substancją Jezusowego Ciała i Jezusowej Krwi. Natomiast to, co pozostaje, to są przypadłości. A więc widzimy przypadłości chleba i wina, ale w istocie swojej jest to Ciało i Krew Pana. Dlatego polskim odpowiednikiem owej transsubstancjacji jest słowo przeistoczenie. Najważniejszy, kluczowy moment Mszy św., ten, w którym kapłan wypowiada „Bierzcie i jedzcie, to jest ciało moje”, „Bierzcie i pijcie, to jest krew moja”, ten moment nazywa się przeistoczeniem. W tym momencie chleb i wino zmieniają swoją substancję, stają się Ciałem i Krwią Pana Jezusa, aczkolwiek ich przypadłości pozostają. Ta obecność jest czymś tak niezwykłym, że zaraz po przeistoczeniu kapłan wypowiada słowa: „Oto wielka tajemnica wiary”. W tych słowach znajduje wyraz, można by powiedzieć, jakaś niemoc kapłana, jakieś jego zdziwienie, bo jeżeli rzeczywiście sprawuje Mszę św. świadomie, a miejmy nadzieję, że tak się dzieje, to kapłan chce niejako w swojej bezradności powiedzieć: „Zobaczcie, co się wydarzyło! Oto wielka tajemnica wiary!”. I wierni odpowiadają: „Głosimy śmierć Twoją, Panie Jezu, wyznajemy Twoje Zmartwychwstanie i oczekujemy Twego przyjścia w chwale”.

Wyznanie to wskazuje na związek Eucharystii ze Śmiercią Jezusa, z Jego Zmartwychwstaniem i wreszcie z oczekiwaniem na ponowne przyjście Jezusa Chrystusa. A zatem można by powiedzieć, że sprawowanie Eucharystii wypełnia w jakiś sposób czas między Śmiercią i Zmartwychwstaniem Jezusa Chrystusa a Jego ostatecznym przyjściem. Jeżeli Jezus powiedział do swoich uczniów i wyznawców: „Nie zostawię was sierotami”, to spełnieniem tych słów jest właśnie Eucharystia. Nie zostaliśmy sierotami. To nie jest tylko tak, że my wspominamy życie Jezusa Chrystusa. To nie jest tylko tak, że próbujemy je upamiętniać na rozmaite sposoby. To nie jest tylko tak, że wracamy do Ewangelii, przyswajamy ją sobie, poznajemy Jezusa. Jezus, który żył dwa tysiące lat temu, ten Jezus jest z pokolenia na pokolenie obecny wśród nas w misterium Jego obecności związanym z Eucharystią.

Eucharystia jest darem Chrystusa, darem Jego obecności. W ten sposób nawiązujemy również do Starego Testamentu i do epizodu, który wydarzył się w czasach Mojżesza. Mojżesz, który stał się uciekinierem na Synaju, jako tako ułożył tam sobie życie, nawet się wżenił w rodzinę madianickiego kapłana Jetro. Pewnego dnia, kiedy pasie owce swojego teścia, widzi krzew, który płonie, ale się nie spala. Podchodzi bliżej, żeby zobaczyć to niezwykłe zjawisko, zdejmuje nawet sandały – to jest powód, dla którego muzułmanie, a i chrześcijanie arabscy zdejmują do dzisiaj sandały, gdy wchodzą do sanktuarium – i następnie słyszy polecenie: „Wracaj nad Nil i wyprowadź swoich rodaków, hebrajskich niewolników z Egiptu”. Mojżesz stawia bardzo proste pytanie: „A kimże ja jestem, żebym miał wrócić nad Nil i wyprowadzić niewolników z Egiptu, swoich rodaków?”. Na co Bóg mu odpowiada: „To nie ty będziesz działał, to Ja będę działał”. Wtedy Mojżesz przytomnie stawia pytanie: „A jakie jest Twoje imię? Gdy wrócę do moich rodaków i powiem, że Bóg ojców moich, Bóg Abrahama, Izaaka i Jakuba posłał mnie do was, a oni mnie zapytają: ‘a jakie jest Jego imię, jak mamy Go wzywać?’, to co im odpowiem?”. I wtedy Bóg mówi po hebrajsku: „Ehjeh aszer ehjeh”, skrótowo Jahwe. Znaczy to po polsku „Jestem”. Imieniem Boga jest Jego obecność. Na różne sposoby można to tłumaczyć, ale to jest tak jak obecność matki przy łóżeczku chorego dziecka. Matka podała leki, gorączka trwa, a ona siedzi, trzyma dziecko za rękę i mówi po prostu „Jestem”. „Jestem, a więc jesteś bezpieczny”. W tym „jestem” jest wszystko, zawarta jest cała miłość.

Prowadziłem kilka lat temu pielgrzymkę niewidomych do Ziemi Świętej; trzeba im było Ziemię Świętą tłumaczyć słowami i odpowiednio przedstawiać. Każdy z nich miał ze sobą opiekuna, ale każdy czuł się w Ziemi Świętej nieco zagubiony – inny język, inne smaki, zapachy, inny hałas, wszystko inne. Towarzyszący każdemu z nich człowiek widzący, przewodnik, musiał cały czas trzymać go za rękę. Jeżeli na chwilę puścił, niewidomy natychmiast tracił orientację, nie wiedział, gdzie jest. W Polsce orientował się dobrze, rozumiał język, tam – nic. Co chwilę słychać więc było: „jestem”. Dziesiątki, setki razy w ciągu dnia: „jestem”.

Imieniem Boga jest Jego obecność. I imieniem Jezusa Chrystusa, sednem Eucharystii jest obecność Jezusa Chrystusa wśród nas. Obecność przedziwna, której uzasadnić, wytłumaczyć i wyjaśnić się nie da, dlatego że została sprawiona przez Boga samego. Dlatego że nie przeczy porządkowi natury, ale go udoskonala i przewyższa. Eucharystia nie mieści się w porządku doczesności, Eucharystia próbuje wprowadzić w porządek doczesności jakieś światło wieczności, a więc promień Bożej obecności. Zamiast próbować racjonalizować Eucharystię, zamiast próbować ją wytłumaczyć w sposób, jaki to jest możliwe, wystarczy popatrzeć na twarz człowieka, który właśnie z głęboką wiarą Eucharystię przyjął. Nie potrafi on ująć w słowa tego, co przeżywa, nie jest to nawet konieczne. Wtedy jednak staje się widoczne, staje się jasne, że Eucharystia jest przede wszystkim tajemnicą miłości, że wprowadza nas w Boży świat i w Boży porządek, który daleko wykracza poza doczesność, jej uwarunkowania i ramy.

 

Ks. prof. Waldemar Chrostowski

 

Komentarze (0)

  • Podpis:
    E-mail:
  • Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników serwisu. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za ich treść. Wpisy są moderowane przed dodaniem.

Zamknij X W ramach naszego serwisu stosujemy pliki cookies. Korzystanie ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym.