Kard. Joachim Meisner: To, co należało mówić, mówiłem.

Kardynał Joachim Meisner zmarł 5 lipca 2017 r. w wieku 83 lat. Był wielkim przyjacielem Polski i św. Jana Pawła II. Fot.: © Raimond Spekking / CC BY-SA 4.0 (via Wikimedia Commons) Kardynał Joachim Meisner zmarł 5 lipca 2017 r. w wieku 83 lat. Był wielkim przyjacielem Polski i św. Jana Pawła II. Fot.: © Raimond Spekking / CC BY-SA 4.0 (via Wikimedia Commons) Ta rozmowa z kard. Meisnerem, który dzisiaj zmarł w wieku 83 lat, została przeprowadzona w 2013 r. w Rzymie, dwa dni przed rozpoczęciem konklawe, które na papieża wybrało Franciszka. Niemiecki kardynał wspomina Polskę, Jana Pawła II oraz pokazuje, jak bardzo lewica zagraża Niemcom i całej Europie. Rozmowę przeprowadził Adam Sosnowski i ukazała się ona w majowym wydaniu miesięcznika „Wpis” z 2013 r.

 

Adam Sosnowski: Księże Kardynale, urodził się Ksiądz we Wrocławiu, mieście dzisiaj ponownie polskim. Czy czuje Ksiądz z tego tytułu jakąś szczególną więź z naszym krajem?

Ks. kard. Joachim Meisner: Gdy miałem jedenaście lat, razem z rodziną musieliśmy opuścić Wrocław. Ale po latach zauważam, że bliskość Polski i Polaków zostawiła pewien ślad chociażby w sposobie mówienia tamtejszych Niemców. W języku polskim bowiem – inaczej niż w niemieckim – akcentuje się przedostatnią sylabę wyrazu i z takim to właśnie akcentem Niemcy we Wrocławiu wymawiali niemieckie słowa; dla przeciętnego mieszkańca Niemiec brzmi to bardzo dziwnie. Moi rodzice prowadzili mały sklepik, a kiedy wybuchła wojna, to także do Wrocławia przywieziono polskich jeńców, których zmuszano do pracy w niemieckich rodzinach. Polacy oczywiście mieli dzieci, a my całkiem normalnie bawiliśmy się z nimi i nie różnicowaliśmy się według narodowości. Żywność można było wówczas dostać tylko na kartki. Polacy przychodzili do naszego sklepu z kartką na kilogram chleba, a moja mama dawała im dwa. W 1977 r., kiedy już od dwóch lat byłem biskupem, pojechałem z nią i trzema braćmi do dawnego domu na Dolnym Śląsku. Tam spotkaliśmy jeszcze kilka osób, które kiedyś kupowały u nas – wszyscy serdecznie przywitali się z moją mamą, przytulali ją i ucałowali. Wspominali też, że nie tylko sprzedawała im więcej chleba, ale przede wszystkim traktowała ich jak ludzi.

I to była pierwsza wizyta Księdza Kardynała w Polsce?

Nie, po raz pierwszy przyjechałem tu w 1966 r., całkiem sam, pociągiem. Nikogo nie znałem, z nikim też nie mogłem podzielić się moimi wrażeniami. We wrocławskiej katedrze całkiem przypadkowo spotkałem kardynała Bolesława Kominka, którego aż do tego momentu w ogóle nie znałem. On mnie zauważył i od razu zaprosił na kawę. Później zawsze kiedy byłem we Wrocławiu, odwiedzałem go. Miał wielkiego, groźnego psa, który czekał przy wejściu, warczał i szczekał na mnie. Kard. Kominek śmiał się wtedy i żartował, że pies po prostu od razu rozpoznaje we mnie arcywroga. Kardynał miał do tego dystans i nie robił problemu z faktu, że jestem Niemcem. W ogóle to chciałbym w tym miejscu podkreślić, że co roku bywam kilka razy w Polsce i jeszcze nigdy nie doświadczyłem żadnych przykrości na tle rasowym czy narodowym. Nawet w najmniejszym stopniu, wręcz przeciwnie.

Wspomniał już Ksiądz Kardynał jednego bardzo znanego polskiego hierarchę, kardynała Kominka. Jednak w Polsce jest Ksiądz Kardynał znany przede wszystkim z powodu swych relacji z papieżem Janem Pawłem II. Na ile bliskie były te związki z „naszym” Ojcem Świętym?

Wie pan, napisałem taką małą książeczkę o Janie Pawle II i o moich z nim spotkaniach. Zatytułowałem ją nawet „Był moim przyjacielem”. Później często miałem z tego powodu wyrzuty sumienia, nie wiem, czy nie za bardzo się spoufaliłem. Karola Wojtyłę poznałem podczas jednej z pielgrzymek w Piekarach Śląskich, kiedy był już metropolitą Krakowa. Wygłaszał tam wówczas kazania, zazwyczaj bardzo długie. Kiedy się przywitaliśmy, był bardzo otwarty, miły i koleżeński. Trzeba tu powiedzieć, że Jan Paweł II nigdy nie patrzył na drugiego człowieka z góry. Rozmówca zawsze czuł, że znajduje się z nim na jednym poziomie.

Tak! Wielki. Czyn i osoba bł. Jana Pawła II

Tak! Wielki. Czyn i osoba bł. Jana Pawła II

kard. Stanisław Nagy

Niektórym papieżom historia nadała przydomek "Wielki". Np. znamienitemu erudycie Leonowi Wielkiemu, który w połowie V w. uratował Kościół oraz zachodnią cywilizację przed barbarzyńcami i herezjami. W swej najnowszej książce ks. kard. Stanisław Nagy podejmuje kwestię wielkości polskiego Papieża udowadniając, jak bardzo również bł. Jan Paweł II na to miano zasłużył.

 

Podobne świadectwo słyszałem już od wielu osób, które miały okazję bliżej poznać naszego Papieża. Wszyscy podkreślają jego niezwykłe podejście do ludzi. Proszę opowiedzieć, jak wyglądały dalsze kontakty Księdza Kardynała z przyszłym papieżem Janem Pawłem II?

W 1977 r. kard. Karol Wojtyła przybył z dużą pielgrzymką do Erfurtu, gdzie ja akurat w latach 60. zaczynałem swoją posługę duszpasterską, a wówczas byłem tam biskupem. Władze NRD nie pozwalały jednak na to, aby zagraniczny hierarcha wygłaszał kazania. Żeby uzyskać pozwolenie, należało wcześniej uzgodnić treść przemówienia z władzami. Na to oczywiście nie mogliśmy się zgodzić i dlatego uciekliśmy się do małego triku. Ja wygłosiłem krótkie, ośmiominutowe kazanie, natomiast kard. Wojtyła pozdrowił wiernych przed końcowym błogosławieństwem i przemawiał wówczas… przez pół godziny. Później w rozmowach wracaliśmy do tego mojego krótkiego kazania, a Papież w punktach przypominał mi, co głosiłem przez te osiem minut. Uśmiechał się wtedy do mnie i mówił: Joachimie, Ty masz słowiańską duszę! My się tak świetnie rozumiemy, mówisz jak jeden z nas.

Wspomniał Ksiądz Kardynał, że często bywa w Polsce i że czuje się tutaj jak w domu, więc Ojciec Święty wiedział, co mówi! Jemu bardzo bliski był Kraków, czy Ksiądz Kardynał odwiedza czasami to miasto?

Miałem tam nawet pojechać w tym roku na początku marca, ale – jak wiadomo – właśnie wtedy Kościół potrzebował swych kardynałów w Rzymie. Z pewnością w najbliższym czasie pojedziemy do sanktuarium w Łagiewnikach, gdzie moja archidiecezja ufundowała jedną z kaplic i dowieziemy tam jeszcze piękną Pietę. Dwa lata temu byłem z kapłanami mojej archidiecezji w Krakowie i zrobiliśmy sobie podróż szlakiem Jana Pawła II. Oprócz Krakowa zwiedziliśmy wtedy Wadowice, Kalwarię Zebrzydowską i Częstochowę. Poza tym zobaczyliśmy powstające w Krakowie nowe Centrum Jana Pawła II „Nie lękajcie się!”, a rankiem odprawiliśmy Mszę św. przed przepięknym ołtarzem Wita Stwosza w kościele Mariackim. Ten wyjazd to dla mnie szczególnie miłe wspomnienie.

W słowach Księdza Kardynała pobrzmiewa miłość do naszego Ojca Świętego, który wywarł chyba duży wpływ na życie Księdza Kardynała?

Ta rozmowa z kard. Meisnerem została przeprowadzona 9 marca 2013 r. w Rzymie przez red. Adama Sosnowskiego. Dwa dni później kard. Meisner wziął udział w konklawe, które wybrało papieża Franciszka. Fot.: Michał Klag Ta rozmowa z kard. Meisnerem została przeprowadzona 9 marca 2013 r. w Rzymie przez red. Adama Sosnowskiego. Dwa dni później kard. Meisner wziął udział w konklawe, które wybrało papieża Franciszka. Fot.: Michał Klag Tak, był dla mnie niezwykle miły i ojcowski. Zawsze, kiedy przebywałem w Rzymie, miałem zgłaszać się u jego sekretarza, czyli obecnego kard. Stanisława Dziwisza, i potem byłem zapraszany na kolację. Ojciec Święty zwykle wtedy wiele nie mówił, ale zadawał bardzo mądre pytania. Po posiłku siedzieliśmy jeszcze chwilę razem. Nie chciałem zajmować czasu Ojcu Świętemu, bo wiedziałem, że zawsze miał dużo obowiązków, ale on zazwyczaj mówił: Oj, zostań jeszcze troszkę!. Jedna chwila zapadła mi szczególnie w pamięci, ponieważ bardzo się wtedy wzruszyłem. Ojciec Święty spytał mnie, czemu jestem taki smutny, czy dręczą mnie jakieś zmartwienia. Odpowiedziałem, że faktycznie, jestem bardzo zmartwiony, gdyż mimo usilnej modlitwy oraz innych starań i zaangażowania w kwestii powołań kapłańskich, efekty są słabe. Papież uśmiechnął się wtedy do mnie i powiedział: Nic się nie martw, kontynuuj swoje starania, w domu Bożym nic się nie marnuje. To, co zainwestujesz w modlitwę, przyniesie owoce! Jeżeli nie u Ciebie, to gdzie indziej. I żeby mnie pocieszyć dodał, że on u siebie w Krakowie nigdy nie miał tylu powołań, co w Tarnowie, który pod tym względem znajduje się w światowej czołówce.

W jakim języku rozmawiał Ksiądz Kardynał najpierw z kard. Karolem Wojtyłą, a później z papieżem Janem Pawłem II? Po niemiecku?

Tak. Zresztą mam wrażenie, że zanim został papieżem, niemiecki był najbliższym mu językiem obcym. Przecież czytał w oryginale dzieła filozofa Maxa Schelera i pisał o nim swoją pracę doktorską. Nigdy nie mieliśmy problemów z porozumieniem się, wręcz przeciwnie. Potrafił cytować z pamięci całe fragmenty z Goethego, a ja miałem tylko nadzieję, że nie spyta mnie, z jakiego to dzieła… Znał też wiele niemieckich przysłów. Kiedy mówiłem do niego „Guten Morgen”, on z uśmiechem odpowiadał znaną niemiecką rymowanką: „Morgen, morgen und nicht heute, sagen alle faulen Leute” („jutro, jutro, a nie dziś, mówią wszyscy ludzie leniwi”). Największe wrażenie wywarło jednak na mnie wydarzenie, jakie miało miejsce 13 maja 1991 r., czyli w 10. rocznicę zamachu. Byłem wtedy w Rzymie razem z grupą innych kardynałów. Papież witał się z nami po kolei. Kiedy podawałem mu rękę, złożyłem mu jednocześnie życzenia urodzinowe. Spojrzał na mnie trochę zdziwiony, bo przecież urodził się w Wadowicach 18 maja, i poszedł dalej, ale zaraz zawrócił i powiedział: Masz rację. W moje pierwsze urodziny życie mi dano, dziesięć lat temu mi je podarowano. Dawać i darować [po niemiecku „geben” i „schenken” – przyp. AS] – który rodowity Niemiec potrafi tak pięknie władać swoim ojczystym językiem? Jan Paweł II to potrafił także po niemiecku. W kwestiach językowych był mistrzem.

Księże Kardynale, porozmawiajmy teraz o tematach bardziej aktualnych. W przeszłości był Ksiądz często atakowany przez polityków lewicy, gdyż otwarcie głosił Ewangelię i Słowo Boże. Jakie zagrożenia dla człowieka widzi Ksiądz ze strony ideologii lewicowej?

Ani w komunizmie, ani w kapitalizmie nie zwracałem uwagi na to, czy ktoś jest, czy nie jest zadowolony z tego, że głoszę Słowo Boże. To, co należało mówić, mówiłem. Ludzie coraz bardziej oddalają się od Boga, a przecież znany teolog niemiecki Romano Guardini powiedział, że tylko ten, kto zna Boga, zna człowieka. I dlatego właśnie dzisiaj nie znamy już ludzi, sam nie wiem, dokąd nas to zaprowadzi… Człowiek przestaje być człowiekiem. Przykładem jest ideologia gender, według której pan wcale nie urodził się jako mężczyzna, ale dopiero społeczeństwo zrobiło z pana mężczyznę. W ten sposób dopuszczalne stają się wszelkie formy ludzkiego współżycia. Rodzinę odbiera się jako anachroniczną, burżuazyjną formę życia, natomiast homoseksualizmowi przypisuje się wielką rangę. Partie zielone i socjalistyczne mocno angażują się w ochronę natury. Ale człowieka też należy chronić, on również ma swoją naturę – o tym się dzisiaj zapomina! Z tego powodu będąc biskupem, muszę głosić Słowo Boże, a Słowo Boże mówi, że człowiek został stworzony na obraz Boga. A Bóg jest trynitarny. W ten sam sposób mężczyzna łączy się z kobietą, przez co powstaje trzecia istota ludzka i nowe życie. Kiedy dzisiaj się o tym mówi, wielu osobnikom to nie odpowiada – ale tym się nie będę przejmował!

W debacie publicznej partie lewicowe przedstawiane są jako te, które chcą bronić praw człowieka, a zacofany i wrogo nastawiony wobec ludzi ma być rzekomo Kościół.

Zdaję sobie z tego sprawę, ale to jest kłamstwo. Trzeba to tak nazwać, wprost, gdyż za tym kryje się szatańska logika. Ten proces zakłamania odbywał się od zawsze według tych samych reguł. Nie możemy się bać! Przecież tak samo traktowali nas już komuniści, w świetle ich retoryki to Kościół wykorzystywał, a komunizm chronił ludzi. Powtarzam, nie bójmy się!

Święty Ojciec. Zwierzenia papieskiego fotografa Arturo Mari

Święty Ojciec. Zwierzenia papieskiego fotografa Arturo Mari

Hanna Maria Giza, Arturo Mari

Jako jedyny fotografik mógł obcować z Ojcem Świętym Janem Pawłem II każdego dnia. Arturo Mari, autor setek tysięcy zdjęć, wielu albumów fotograficznych, był wiernym, niestrudzonym i niezmiennie zachwyconym dokumentalistą tego niezwykłego pontyfikatu. Fotografie, które wykonał Janowi Pawłowi II i ludziom spotykającym Go w różnych miejscach na kuli ziemskiej, wzbudzają podziw, wzruszają i stanowią niezwykle cenną pamiątkę.

 

Z pewnością to jest bardzo ważna postawa, do której nawoływał nas także bł. Jan Paweł II. A co z tymi, którzy się co prawda nie boją, ale którym po prostu brakuje wiedzy, by móc zmierzyć się z tą szatańską logiką i argumentacją, by móc ją odrzucić?

Rzeczywiście jest to jeden z największych problemów naszych czasów. U nas w Niemczech wiedza o własnej wierze całkowicie się załamała, mimo iż przecież w szkołach są jeszcze lekcje religii. Nie udało nam się przekazać  nauki Chrystusa, pod tym względem ludzie są głupi jak but. Nic nie wiedzą! Muzułmanie w Kolonii raz do roku organizują dzień otwartych drzwi w meczecie; przychodzą ich wówczas odwiedzić sąsiedzi, a wśród nich jest wielu chrześcijan. Jeden z muzułmanów powiedział przy takiej okazji, że bardzo czci obraz swego Boga i zapytał jedną z obecnych chrześcijanek, jak wygląda nasz Bóg. Kiedy mi później o tym opowiadała, musiała przyznać, że nie miała bladego pojęcia. Nic już nie wiedziała o swojej wierze. Ludzie nie interesują się już Bogiem, myślę, że również dlatego papież Benedykt XVI ogłosił Rok Wiary. Trzeba mieć wiedzę, ale ta wiedza musi się później dostać także do naszych serc. Wiara pojmowana jedynie w sposób racjonalny też niczego nie daje.

To prawda, szczególnie w Europie coraz więcej ludzi porzuca chrześcijaństwo. Nie uważam jednak, żeby przestali interesować się Bogiem. Zdecydowana większość osób szuka bowiem jakiegoś duchowego elementu w swoim życiu, o czym świadczą chociażby coraz większa liczba sekt oraz rosnąca popularność buddyzmu i ezoteryzmu.

Ludzie przestali interesować się chrześcijaństwem, ponieważ bycie chrześcijaninem to wyzwanie i praca nad sobą. Jezus mówi: żyj tak!, nie mówi zaś: czyń, co chcesz! I ma pan rację, z tego powodu wiele osób konstruuje sobie prywatną religię. Biorą sobie troszkę z chrześcijaństwa i trochę z buddyzmu. O żadnej religii nie mają jednak tak naprawdę pojęcia, majstrują nad własnym wierzeniem. To wszystko jednak nie sprawdza się w przypadkach tragedii życiowych. Śmierć pozostaje wielką tajemnicą naszego społeczeństwa, mimo iż w naszym świecie jest już także możliwość, żeby legalnie uśmiercać siebie lub innych. Człowiek zbudował sobie wizję świata, która jest druzgocąca. Powtórzę tu raz jeszcze – to wszystko nie sprawdza się w prawdziwych życiowych katastrofach i dlatego zobaczymy, że ludzie będą powracać do nauki Chrystusa. Obserwuję to w swojej diecezji – coraz więcej osób przychodzi do mnie, skarżąc się, że mają co prawda pieniądze, technologię i dobrobyt, ale wcale nie są szczęśliwi, brakuje im bowiem Boga i wartości. Dlatego Słowo Boże należy głosić! Ważne jest także to, aby biskup żył tym Słowem Bożym. Hierarchowie muszą myśleć w sposób jasny i racjonalny, ale także żyć swoją wiarą, tylko wtedy bowiem Chrystus porusza ludzi. Na ostatnie Msze św. w Kolonii przychodziło po kilka tysięcy osób, w tym wiele młodzieży. Problemem bowiem nie są ludzie młodzi, ale tzw. pokolenie ’68, którego przedstawiciele mają teraz ok. 60 lat. Wizyty u takich osób są udręką. Ze złością syczą na mnie, że nie będą chodzić do spowiedzi, bo to relikt ze starych czasów. W życie wieczne też nie wierzą! Natomiast spotkania z ludźmi młodymi są całkiem inne i dają wiele radości. Oni są tak pozytywnie nastawieni do świata! Nie możemy modelować sobie ludzi tak, jak chcemy, ale musimy ich akceptować takimi, jakimi są i zaprowadzić do Chrystusa.

Nadzieję widzi Ksiądz Kardynał w młodym pokoleniu?

Tak, to właśnie ono jest naszą bardzo dużą nadzieją!

Powracamy jednak do problematyki lewicy, której wyrazem są m.in. przedstawiciele pokolenia ’68. Oni widzą siebie jako tolerancyjnych wyzwolicieli i zbawicieli, jako posłańców rewolucji seksualnej.

Tymczasem to właśnie oni są problemem naszego społeczeństwa, ponieważ nie mają już pojęcia o tym, kim albo czym jest człowiek. Dla nich istnieje już tylko laboratorium, a wszystko, czego poza nim nie da się udowodnić, po prostu nie istnieje. Ale, jak wiemy, Boga nie da się zamknąć w probówce. A skoro tak, to według nich Boga nie ma, i już. Wszystko to przeżyliśmy już przecież raz w czasach komunizmu i marksizmu, ale ideologie te wracają dzisiaj pod innymi nazwami. Choć posługują się innymi znakami, to stoi za nimi ta sama filozofia – Boga nie ma, jest tylko materia.

Jako jeden z najwyższych przedstawicieli niemieckiego Kościoła nie czuje się Ksiądz Kardynał trochę zawiedziony postawą partii rządzącej, czyli CDU? W końcu „C” w ich nazwie to skrót od „christlich”, czyli chrześcijański. A partia ta w ramach kampanii wyborczej zaczyna nagle cieplej myśleć o związkach partnerskich.

Przynajmniej ta partia powołuje się jeszcze na ideologię chrześcijańską. Ale ja ich już bardzo często za to nowe nastawienie krytykowałem. Z drugiej strony nie oczekuję i nigdy nie oczekiwałem pomocy w głoszeniu Słowa Bożego. Jest takie niemieckie przysłowie, które mówi: „Skoro jesteś Synem Bożym, to sam sobie radź”. Siłą naszego przesłania musimy uczynić naszą posługę, pewni swego i pewni zwycięstwa. Nie dlatego, że jesteśmy lepsi od innych, ale dlatego, że nasz Bóg jest lepszy! I wcale nie jesteśmy strażą tylną ze średniowiecza, ale forpocztą nowej przyszłości, której ludzie sobie nawet jeszcze nie wyobrażają.

Mimo wszystko partia, która już w nazwie przedstawia się jako chrześcijańska, powinna zachowywać się w sposób do tego adekwatny.

Owszem, też tak uważam. Ale Kościół nie może uprawiać polityki, tylko musi głosić Ewangelię. Dlatego podczas udzielania sakramentu bierzmowania mówię do młodych ludzi, że teraz muszą wyjść w świat. Kiedy młodzi chrześcijanie dołączą do związków zawodowych czy partii politycznych, wtedy możemy zmienić kierunek w demokracji. Chrześcijanie muszą wejść w politykę, zdobywać większość i w ten sposób zawrócić bieg obecnej polityki. To pana zadaniem jest zmienić politykę, razem z innymi chrześcijanami na świecie. A ja mam dać panu do tego odpowiednie narzędzia. Pan nie może odprawić Mszy św., a ja nie mogę zostać politykiem. Wydaje mi się, że to bardzo dobry podział zadań.

 

A czy kapłan podczas kazania lub w trakcie wywiadu może powiedzieć, która z opcji politycznych przedstawia poglądy odpowiadające światopoglądowi chrześcijańskiemu? Bądź co bądź jest obywatelem jak każdy inny i w warunkach demokratycznych może formułować własne opinie.

Ja moim kapłanom zawsze sugeruję, żeby w tych kwestiach przekazywali jasne i proste komunikaty. Partia, która nie ma żadnej styczności z Ewangelią, nie jest dla chrześcijanina żadną opcją. Wybierajcie tę partię, w której czuć najwięcej z nauki Chrystusa. Ale nie powiedziałbym wiernym wprost, żeby wybrali CDU czy SPD, ponieważ byłaby to kuratela.

Czy Angela Merkel jest wierzącą chrześcijanką?

Mam taką nadzieję.

Inny argument, często wykorzystywany w atakach na Kościół, to jego rzekomo wrogie nastawienie wobec kobiet. Przykładem, który ma potwierdzać tę tezę, jest sprzeciw Kościoła wobec aborcji. Tymczasem rocznie wskutek aborcji umiera 80 tysięcy kobiet, a 5 mln ponosi uszczerbek na zdrowiu.

My, czyli Kościół, musimy walczyć o świętość i nienaruszalność ludzkiego życia. Czy to życie nienarodzone, czy stare, nie ma żadnego znaczenia, ponieważ człowiek jest święty. Żaden człowiek nie sfabrykował się sam, tylko odnajduje się na tym świecie. Nie spadł z nieba, ale przyszedł na świat, bo taka była wola jego rodziców. Istnienie każdego człowieka jest uzasadnione wolą twórczą Boga i dlatego życie jest nienaruszalne, także życie stare, chore czy nienarodzone. Kto podnosi rękę na człowieka, podnosi rękę na Boga. Znam inicjatywy typu „mój brzuch należy do mnie”, ale powtarzanie kłamstwa nie czyni zeń prawdy. Kościół zawsze będzie bronił człowieka. Proszę popatrzeć na Kościół ewangelicki, dla którego ten temat nie jest aż tak ważny; ich się też tak nie postponuje jak nas. Ale ten Kościół nie ma nic do zaoferowania ani nic do powiedzenia. Broń nas Panie Boże, żebyśmy się kierowali tym, co się społeczeństwu podoba, a co nie. Wtedy zdradzilibyśmy przesłanie ewangeliczne, a Jezus wcale nie musiałby pojawić się na świecie, aby głosić swoje nauki. Gdybym miał się oglądać na to, co modne, mógłbym sobie od razu dać spokój.

Pielgrzymki światowe. Kronika papieskich podróży zagranicznych

Pielgrzymki światowe. Kronika papieskich podróży zagranicznych

Jan Paweł II, Adam Bujak, Arturo Mari

Niestrudzone pielgrzymowanie... Od wsi do wsi, od miasta do miasta, od kraju do kraju. Z kontynentu na kontynent. Setki tysięcy kilometrów w przeróżnych samolotach i samochodach. W upale i w śniegu. Jan Paweł II był wszędzie - wszędzie z Ewangelią w ręku i słowem Bożym na ustach. Niezmordowany pocieszyciel. A gdy trzeba było, to i napomniał surowo.

 

To dlaczego argumentacja aborcyjna znajduje tylu zwolenników?

Ponieważ jest wygodna. Na przykład podczas studiów dziecko przecież tylko by przeszkadzało… Wstrzemięźliwość seksualna to przecież bajka, a już w niemieckich szkołach średnich [w Niemczech dzieci rozpoczynają naukę w szkole średniej od 10. roku życia – przyp. AS] uczą dzieci, jak to wygląda między chłopczykiem a dziewczynką, chłopczykiem i chłopczykiem, czy dziewczynką i dziewczynką. A jak się zapomniało o tabletce antykoncepcyjnej, to się stosuje aborcję. Dzisiaj takie myślenie ma zastąpić prawo natury.

Proszę w takim razie powiedzieć, jak w Niemczech publicznie rysuje się obraz rodziny. W Polsce przez pokolenia ta instytucja była święta i szanowana, ale w ostatnich latach jest coraz częściej atakowana i uznawana za przeżytek zamierzchłych czasów.

W Niemczech w teorii mamy to samo zjawisko, na szczęście jednak w praktyce przedstawia się to inaczej. Z sondaży wynika bowiem, że 87% młodzieży marzy o normalnej rodzinie z jednym partnerem odmiennej płci i dziećmi. Większość młodych ludzi nie godzi się zatem na te różne głupstwa.

Z tego wynika, że nowe i fałszywe ideologie wprowadzane są na siłę, głównie z wykorzystaniem nieustannie goniących za sensacją mediów. Czy Ksiądz Kardynał uważa, że z każdym można prowadzić dialog?

Właściwie to tak, a ostatecznie na łożu śmierci. Kiedy bowiem mam przed sobą człowieka umierającego, a przybyłem do niego jako duszpasterz, to mogę potrzymać go za ręce i choćby tylko poprzez kontakt wzrokowy zapewnić go, że jestem tutaj dla niego i że będę się za nim wstawiał do Boga. Dopóki człowiek oddycha, ma szansę na nawrócenie.

 

Rzym – Watykan, 9 marca 2013; dwa dni później rozpoczęło się konklawe, które wybrało kard. Jorge Bergoglio papieżem Franciszkiem.

Komentarze (1)

  • Podpis:
    E-mail:
  • Kubitza

    Wczoraj dnia 15.VII.2017 odbyl sie w Köln pogrzeb J.E ks.Kard.Joachma Meisnera. Jako Gliwiczanin mieszkaniecy od 37 lat w Heiligenhaus uczestniczylem w owych uroczystosciach pogrzebowych. Byly to niezapomniane chwile. (Jestem takze czytelnikiem,posiadajacy abonament WPiS-u,od samego poczatku jego istnienia) Swego czasu wspomnial "Nie chceliscie mnie,ja tez tutaj nie chcialem przyjsc,ale zrobmy z tego co najlepsze" Wypowiedal takze wiele innych mysli,ktore nie pasuja do dzisiejszych czasow,dlatego tez byl tzw konserwatysza no i bardzo nielubiany. Odszedl od nas do Domu Ojca jeden z ostatnich wielkich hierarchow naszej wiary,z ktorym mialem trzykrotny kontakt w Westwalskiej Czestochowie-Neviges,otrzymawszy od Niego dedykacje Jego ksiazek,ktore wzbogjacaja moje zbiory. Spoczywaj w pokoju i badz naszym posrednikiem gdy i nam przyjdzie odejsc tam,gdzie JE juz jest.

  • Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników serwisu. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za ich treść. Wpisy są moderowane przed dodaniem.

Zamknij X W ramach naszego serwisu stosujemy pliki cookies. Korzystanie ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym.