1500 lewicowych bojówkarzy pokonało ponad 20 000 policjantów.

Tzw. czarny blok podczas Tzw. czarny blok podczas "demonstracji" w Hamburgu, a więc lewicowa, agresywna bojówka, która przez 72 godziny kontrolowała część miasta. Fot.: Thorsten Schröder/Wiki Commons/CC 2.0 Stwierdzenie, że gdyby takie sceny, jak podczas szczytu G-20, działy się w Polsce (a nie w Niemczech) to polski rząd i naród zostałby zmasakrowany w mediach jest truizme.m

Ale do tego jeszcze kilka istotnych punktów:

1. Niemiecki rząd – zarówno federalny, jak i ten lokalny w Hamburgu – mógł się spodziewać eskalacji przemocy, gdyż lewicowe grupy organizujące te tzw. zamieszki już wiele tygodni przed szczytem G-20 zapowiadały, jakie mają plany. Lewica chciała tej przemocy. Tymczasem w Hamburgu rządzi koalicja socjaldemokracji z Zielonymi. Ci ostatni wywalczyli prawo dla tzw. demonstrantów, aby ci mogli rozłożyć się w mieście ze swoimi namiotami, mimo, że służby mundurowe ostrzegały, że jest to zbyt niebezpieczne. Zieloni postawili na swoim. Rozłożone pola namiotowe podczas burd stały się bazą wypadową dla anarchistów i lewicowców.

2. W zamieszkach, atakach i dewastacji miasta wzięło udział ok. 1500 lewicowych bojówkarzy. Natomiast w Hamburgu znajdowało się w tym samym czasie ponad 20 000 policjantów. Oznacza to, że policja nie była w stanie poradzić sobie mimo przewagi liczebnej 13:1, nie mówiąc już o przewadze w sprzęcie i technologii. André Schulz, szef związku zawodowego niemieckiej policji kryminalnej, słusznie skrytykował niemieckie służby mundurowe: „A co by się stało, gdyby do Hamburga przyjechało zapowiadanych 8000 lewicowych kryminalistów i zaatakowali równocześnie w różnych częściach miasta? Lepiej o tym nie myśleć…”

3. Rząd Angeli Merkel nie widzi w wydarzeniach ostatnich dni żadnego problemu politycznego. Minister z kancelarii kanclerz Merkel Peter Altmaier stwierdził, że „rząd federalny i miasto Hamburg wspólnie wszystko zaplanowali i przygotowali.” Altmaier cynicznie przymyka oczy na to, że właśnie rząd i miasto nie były przygotowane i są współodpowiedzialne za burdy podczas szczytu G-20.

George Soros. Najniebezpieczniejszy człowiek świata

George Soros. Najniebezpieczniejszy człowiek świata

Andreas von Rétyi

Kim jest naprawdę? Wygląda na to, że globalnym cinkciarzem, który dorobił się na gigantycznych spekulacjach walutami. Sam siebie kreuje na wielkiego filantropa, w rzeczywistości jest megazagrożeniem dla świata.

 

4. Mówiąc precyzyjniej są współodpowiedzialni za 476 rannych policjantów i setki zdewastowanych sklepów i podpalonych aut. Nie wiadomo jeszcze, ilu jest rannych pośród ludności cywilnej.

5. Nagrania z kamer policyjnych pozwalają dokładnie zrekonstruować początek agresji w Hamburgu. Przemoc wybuchła w czwartek wieczorem (6 lipca) i trudno się oprzeć wrażeniu, że nie było to zaplanowane. W tzw. czarnym bloku na Hafenstraße w Hamburgu stoi ok. tysiąc osób. Z megafonu wodzirej lewicowców krzyczy jakieś prymitywne hasła antykapitalistyczne, gdy nagle zmienia ton i zaczyna wyć po angielsku: „Fight capitalism, fight the police! No justice, no peace, fight the police.” Tłuszcza zaczyna się drzeć razem z wodzirejem. W tym momencie cały blok zakłada kaptury, zakrywa twarze i rusza z atakiem na policję. Ta z kolei próbuje zablokować drogę lewicowcom, którzy planowali udać się całym swym „czarnym blokiem” w spore osiedle mieszkaniowe w północnej części miasta. Wodzirej przez megafon cały czas wydaje instrukcje i podjudza tłum: „Trzymajcie się razem, twórzcie łańcuchy, policja katuje naszych, policja prowokuje, policja spierd***ć.” Następnie lewicowcy zaczynają rzucać racami oraz innymi środkami pirotechnicznymi i butelkami w policjantów. Ostatecznie przełamują szeregi policji i rozlewają się na miasto. W żadnym momencie nie widać (przynajmniej na udostępnionych przez policję nagraniach), aby policja korzystała z jakiejkolwiek swojej broni. Starała się zatrzymać „demonstrantów” jedynie kordonami. Ta taktyka poniosła jednak spektakularną porażkę.

6. Dzień później, w piątek wieczorem, lewicowcom udało się zabarykadować w dzielnicy miasta Schanzenviertel. W niemieckich mediach można przeczytać wypowiedzi funkcjonariuszy, którzy przyznają się do tego, że bali się szturmować ten kontrolowaną przez lewicę obszar miasta. Natomiast mieszkańcy tej dzielnicy przez cały wieczór i całą noc byli wydani na pastwę agresywnych kryminalistów. Policja ze swojego helikoptera widziała, że na ułożonych przez bandytów barykadach leżą przygotowane cegły, kamienie i koktajle mołotowa, co spotęgowało strach wśród funkcjonariuszy i opóźniło ich reakcję. Dopiero około godz. 23 (w piątek) policja zdecydowała się użyć armatek wodnych, niemniej sytuacja uspokoiła się dopiero w niedzielę rano. Lewackie bandy przez 72 godziny szalały, niszczyły i atakowały.

Dzisiaj przypada kolejne miesięcznica smoleńska, podczas której środowiska patriotyczne wspominają ofiary tragedii z 10 kwietnia 2010 r. Niemieckie media z lewa i prawa śmieją się z organizacji tych miesięcznic pisząc, że tli się w nich agresja i potencjalna przemoc. Może niech lepiej spojrzą, jak u nich przebiegają manifestacje oraz jakim brakiem kompetencji popisują się ich kolejne służby i politycy. 

Adam Sosnowski

Komentarze (0)

  • Podpis:
    E-mail:
  • Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników serwisu. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za ich treść. Wpisy są moderowane przed dodaniem.

Zamknij X W ramach naszego serwisu stosujemy pliki cookies. Korzystanie ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym.