Abp Marek Jędraszewski: Każdy w oczach Bożych cieszy się taką samą godnością.

Abp Marek Jędraszewski podczas Mszy św. w Sanktuarium św. Jana Pawła II w Krakowie w 97. urodziny polskiego Ojca Świętego. Fot.: Ks. Paweł Kummer/Sanktuarium św. Jana Pawła II Abp Marek Jędraszewski podczas Mszy św. w Sanktuarium św. Jana Pawła II w Krakowie w 97. urodziny polskiego Ojca Świętego. Fot.: Ks. Paweł Kummer/Sanktuarium św. Jana Pawła II Wieczernik stał się szczególnym czasem i miejscem miłości oraz testamentem miłości. To, co przekazują nam ewangeliści wskazuje, że był to czas pożegnania, a jednocześnie tworzenia Kościoła. Chrystus wiedząc, że Jego misja na świecie dobiega już końca, chciał pokazać, że swoich ukochał aż do końca. Widać to szczególnie poprzez te wydarzenia, które zaznaczyły historię Wieczernika.

Najpierw uniżenie Pana Jezusa. Wiemy to z Ewangelii św. Jana. Jezus przepasał się jak sługa i jak sługa klękał przed każdym z Apostołów, aby umyć im nogi. Apostołowie doskonale wiedzieli, że nie tak powinno być. Tego nie powinien robić ich Mistrz. Tego w ogóle nie powinien czynić żaden Żyd, aż tak było to upokarzające. Umywać nogi mogli jedynie niewolnicy nieżydowskiego pochodzenia. A On miał dla nich to słowo: „Wy Mnie nazywacie ‘Nauczycielem’ i ‘Panem’ i dobrze mówicie, bo nim jestem. Jeżeli więc Ja, Pan i Nauczyciel, umyłem wam nogi, to i wyście powinni sobie nawzajem umywać nogi.” (J 13, 13-14)

Ta miłość do końca nieoczekiwanie nabiera kształtu, który przekracza wszelkie wyobrażenia. Bo oto Chrystus chce być pokarmem, pokarmem dającym życie wieczne dla tych, którzy w Niego uwierzyli. I dlatego chleb staje się Jego Ciałem, a wino Jego Krwią na życie wieczne. I tak ma być. I tak się ma powtarzać podczas każdej Eucharystii. A stąd wynika, że ciągle Jezus Pan jest jako pokarm, jest jako Ten, który zamknięty w tabernakulum czeka na nas, na naszą pamięć, na naszą modlitwę, aby nas pokrzepić i umocnić na drogę.

A na koniec Jego słowa o miłości, która ma swoje fundamenty i czerpie z samego życia Trójcy Przenajświętszej: „Jak mnie umiłował Ojciec”. Ojciec umiłował Go. I ta miłość między nimi – Ojcem i Synem – ma być urzeczywistniana w miłości między człowiekiem a człowiekiem. „Jak Mnie umiłował Ojciec, tak i Ja was umiłowałem. Wytrwajcie w miłości mojej!” (J 15, 9)

I będziecie braćmi w tej mojej miłości, będziecie kochać jak ja, jeżeli będziecie zachowywać moje przykazania, jeżeli będziecie kochać Boga całym swoim sercem, ze wszystkich swoich sił, całą swoją duszą, jeżeli będziecie kochać drugiego, jak siebie samego.

Kochać drugiego jak siebie samego. Zaczyna się to od tego, że uznaje się w drugim człowieku kogoś, kogo Bóg równie miłuje, kto w oczach Bożych cieszy się taką samą godnością jak ja i kto ma prawo do takiej miłości jak ja. I taki jest Kościół – wielka wspólnota ludzi, którzy są równi wobec Chrystusa.

Jakżeż bardzo to głęboko zabrzmiało w dzisiejszym pierwszym czytaniu z Dziejów Apostolskich, kiedy była mowa o pierwszym w dziejach soborze, jaki odbył się w Jerozolimie. Odbył się dlatego, że niektórzy z chrześcijan, pochodzący z żydów, uważali, że są lepsi od tych chrześcijan, którzy wywodzili się z pogan i uważali, że mają prawo dawać im swoje wyobrażenie, kim powinni być. Uważali, że powinni im narzucić prawo mojżeszowe, nie dostrzegając, że przecież w oczach Bożych to nie mojżeszowe prawo się liczy, ale to, że na każdego, który uwierzył i przyjął Chrzest święty, zstąpił Duch Święty i że w oczach Bożych wszyscy są sobie równi.

Polsko, uwierz w swoją wielkość. Głos biskupów w sprawie ojczyzny 2010-15

Polsko, uwierz w swoją wielkość. Głos biskupów w sprawie ojczyzny 2010-15

Adam Bujak, bp Ignacy Dec, abp Wacław Depo, bp Antoni Dydycz, abp Andrzej Dzięga, abp Marek Jędraszewski

„Naród bez dziejów, bez historii, bez przeszłości, staje się wkrótce narodem bezdomnym, bez przyszłości. Naród, który nie wierzy w wielkość i nie chce ludzi wielkich, kończy się. Trzeba wierzyć w swą wielkość i pragnąć jej.” Kard. Stefan Wyszyński, Prymas Tysiąclecia Książka ta jest wyrazem sprzeciwu wobec triumfujących od kilku lat treści i tonu antypolskiej oraz antychrześcijańskiej propagandy.

 

A że były dyskusje, gwałtowne i dzielące, postanowiono udać się do Jerozolimy, gdzie był Piotr i apostołowie, pragnąc, żeby oni rozstrzygnęli, jak żyć i postępować. Stąd właśnie te wspaniałe orzeczenia pierwszego soboru mówią o równości wszystkich. Św. Paweł później będzie tę myśl rozwijał w swoich pismach i z dumą, z ogromną dumą, mówił o równości wszystkich, bo wszyscy jesteśmy jedni w Chrystusie mocą Ducha Świętego, więc nie ma podziału między tych, którzy pochodzą od Żydów, a tych, którzy pochodzą od pogan.

Oznacza to również, że nie ma podziałów między kobietą a mężczyzną. I to w tamtych czasach, kiedy kobiecie odmawiano praw równych mężczyznom. Co więcej, nie ma różnicy między niewolnikiem, a człowiekiem wolnym! To słowa wypowiedziane w tamtej epoce, gdy panował system niewolniczy i gdzie wolni ludzie żyli z niewolniczej pracy ogromnej rzeszy ludzi pozbawionych wolności.

Jesteśmy wszyscy jedni w Chrystusie. Św. Paweł nie powiedział przy tym, że nie ma miedzy nami różnicy; między chorymi i cierpiącymi, a zdrowymi. Tego nie musiał mówić, o tym nie musiał pisać, bo przecież Chrystus pokazał, jak trzeba się pochylać nad każdym płaczącym, dotkniętym chorobą człowiekiem, tym bardziej, że nie ma różnicy, gdy chodzi o godność między człowiekiem zdrowym a chorym. Trzeba spojrzeć na Chrystusa, który przeszedł tak przerażającą mękę na krzyżu, a poprzez to cierpienie nas zbawił. Ta nauka, że my jesteśmy równi, równi przed Bogiem, nabiera coraz to nowych kształtów i treści z każdym ludzkim pokoleniem.

Z tym problemem musiał się zmierzyć także św. brat Albert, którego rok obchodzimy, związany z obchodami stulecia jego śmierci. Zmierzył się z tym niepisanym, ale i przecież przez niego bardzo wyraźnie odczuwanym podziałem i nierównością między tymi, którzy się dobrze mają, a tymi, którzy stanowili margines społeczeństwa, którym czasem rzucano jakiś ochłap, jakiś kawałek chleba, jakiś pieniądz, jakąś zbędną już odzież. I on wiedział, on czuł: tak nie wolno postępować. To jest krzywda wyrządzona ludziom ubogim,  odtrąconym i zapomnianym przez tych, którzy się dobrze mają. I dlatego, tak jak Chrystus utożsamił się z każdym z nas stając się człowiekiem, tak brat Albert zrozumiał, że należy pokazać innym, tym którzy mają się dobrze, że biedni też mają swoją godność i że o tę godność należy się upomnieć. On utożsamił się z nimi i dzielił ich los każdego dnia i każdej nocy. Los żebraka, a jednocześnie los człowieka, który wie, że tak trzeba, bo tak nakazał Pan Jezus. I dlatego utożsamiając się z tymi biednymi ludźmi pokazywał im ich powołanie do wielkości dzieci Bożych, ich godność wyrastającą z tego, że Chrystus nas wszystkich, ich także, ich może nawet bardziej, do końca umiłował.

Uczynki Miłosierdzia

Uczynki Miłosierdzia

ks. Waldemar Chrostowski

Wybitny biblista i znakomity pisarz ks. prof. Waldemar Chrostowski pięknie i jasno przybliża "dzieła miłości, przez które przychodzimy z pomocą naszemu bliźniemu w potrzebach jego ciała i duszy" (Katechizm Kościoła Katolickiego). W dzisiejszych czasach, w których miłosierdzie traktowane jest jako przejaw słabości, a świat opanowują różne niebezpieczne ideologie, potrzeba wyraźnego przypomnienia, że uczynki miłosierdzia są niezbędnym elementem życia chrześcijanina.

 

A my czerpiemy po dzień dzisiejszy z tej wspaniałej nauki, jaką zostawił nam Pan Jezus i którą tak pięknie zinterpretował, zrozumiał i zastosował do swojego życia św. brat Albert. My z tego czerpiemy, my za jego życie i za jego wspaniałe dzieła Bogu dziękujemy. Bo Pan Bóg nam pokazał, co znaczy miłosierdzie, niełatwa i trudna miłość oraz niełatwe wyzwanie, by w tym człowieku, na którego się często nie chce patrzeć, od którego się odwraca wzrok, przed którym się przyspiesza krok lub spuszcza oczy, by właśnie w tym człowieku dojrzeć zamazane, ale przecież ciągle obecne rysy naszego Pana Jezusa Chrystusa,  który nas wszystkich do końca umiłował.

Bogu dziękujemy za brata Alberta i za tych wszystkich, którzy pragną iść jego drogą, i żyć jego sercem, otwartym i wrażliwym, którzy chcą mieć odwagę kruszyć niewidzialne mury, które niekiedy są tak boleśnie odczuwane i tak radykalnie dzielą jednych od drugich.

Dziękujemy Bogu za ich wielkie dzieło, dzieło ich serca, czasu oraz uczynnych rąk, dzieło szukających tych, którzy czekają na pomoc. Jednocześnie prosimy, byśmy nie zatracali ludzkiej wrażliwości i byśmy stawali się godnymi tych słów, które Pan Jezus wypowiedział w Wieczerniku podczas Ostatniej Wieczerzy: „Jeśli będziecie zachowywać moje przykazania, będziecie trwać w miłości mojej, tak jak Ja zachowałem przykazania Ojca mego i trwam w Jego miłości.” (J 15, 15)

Homilia wygłoszona 18 maja podczas Mszy św. w Sanktuarium św. Jana Pawła II w Krakowie.


Komentarze (0)

  • Podpis:
    E-mail:
  • Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników serwisu. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za ich treść. Wpisy są moderowane przed dodaniem.

Zamknij X W ramach naszego serwisu stosujemy pliki cookies. Korzystanie ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym.